Wystawa: Yoko Ono FLY

Materiały promocyjne, będące przy okazji częścią wystawy ,mamy okazję podziwiać codziennie w drodze do pracy lub szkoły – co jakiś czas wyświetlają się na ekranach warszawskiego metra. Wystawa została otwarta 18 września, a potrwa do 26 października 2008r.

Pierwsze pomieszczenie wita nas dużym napisem będącym tytułem wystawy, czyli FLY. Ponadto widzimy miskę pełną znaczków, takich jakie można przypiąć do torby czy kurtki. Przedstawiają one muchę i tytuł wystawy. Obok stoi stary telewizor z nowymi, komputerowymi głośnikami. Wyświetlany jest film – rozmowy z przypadkowymi przechodniami na temat Yoko Ono. Idziemy dalej. Następna sala jest ciemna. Jedynymi źródłami światła są ekrany, na których obserwujemy przemarsz muchy po najbardziej intymnych zakamarkach kobiecego ciała. Jakież to głębokie. Dosłownie. Trzecie pomieszczenie przywodzi na myśl duży zakład pogrzebowy. Jest wypełnione sosnowymi, równo ustawionymi trumnami. Każda ma okienko, przez które „wyrasta” młode drzewko. Załóżmy, że to alegoria kręgu życia. Ekspozycja w ostatniej sali jest najbardziej wzruszająca. Poświęcona jest podziękowaniom dla matki. Na jednej z ścian wszyscy odwiedzający mogli uwiecznić  swoje własne wyrazy wdzięczności. „Dzięki, że mnie urodziłaś” itp. Sama Yoko Ono podziękowała o wiele oryginalniej. Widzimy kilka zdjęć przedstawiających na przemian kobiece łono i piersi. Pod zdjęciami znajdują  się wyrazy miłości Yoko do matki. I to tyle. Cała wystawa. No ale nie chodzi przecież o ilość, tylko o jakość. Chyba… Cóż, taka sztuka do mnie nie przemawia.  Gdybym był wybitnym krytykiem, napisałbym pewnie coś w stylu: „Prezentacja oparta jest na pracach z cyklu Instrukcje, które dotyczą konceptualnych zasad kryjących się za dziełem sztuki, bądź je kwestionują, kwestii partycypacji widzów w jego produkcji i materialnej realizacji, efemeryczności i desakralizacji obiektu sztuki, jednocześnie, posiadając silne odniesienia społeczne i polityczne, wyrażają krytyczną wizję Yoko Ono.” Długi cytat. To tylko fragment opisu wystawy ze strony CSW Zamek Ujazdowski (www.csw.art.pl).

Czy wystawa jest dobra, czy warto na nią iść? Cóż, to zależy od tego, jaka jest wasza artystyczna wrażliwość. Jeśli byliście poruszeni „sztuką” Julity Wójcik, czyli obieraniem ziemniaków w Zachęcie przed siedmioma laty, to tak. Zresztą prawdopodobnie i tak zachęcił was już powyższy cytat… Wynajem laptopów

Tytuł wystawy, to jak wcześniej wspominałem, to angielskie słowo Fly. Oznacza lot, lub muchę. Można raczej wnioskować, że chodzi o to drugie znaczenie. A może po prostu Yoko Ono miała niezły „odlot”, którego efektami postanowiła się z nami podzielić? Ostatnia interpretacja tytułu też chyba nie jest zła…

Ono jest podobno wybitną przedstawicielką awangardy i jedną z najważniejszych kobiet sztuki. Dla mnie jednak jest niestety głównie żoną Johna Lennona, którego Imagine, w przeciwieństwie  do wystawy FLY, przemówiło do mnie, i stało się jedną z tych piosenek, które noszę w sobie. Mucha Yoko Ono niech leci w siną dal.

Jesteśmy częścią StacjaKultura.pl a sponsoruje nas AMSO Rent Wynajem komputerów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *